Trasy

Dlouhé stráně

Relacja z przejazdu z Kamieńca Ząbkowickiego na Dlouhé Stráně z noclegiem w ogólnodostępnej chacie turystycznej pod szczytem elektrowni.Powrót do Bystrzycy Kłodzkiej przez Przełęcz Płoszczynę.

 

Tradycyjnie już podróż zaczynam we wczesnych godzinach porannych w pociągu relacji Wrocław-Międzylesie w którym doładowuję lampki rowerowe korzystając z gniazdek elektrycznych wbudowanych pod siedzeniami dla pasażerów. W Międzylesiu kupuję kefir, bułki oraz serek topiony i wędzony oscypek i jadę na zamek, gdzie na dziedzińcu na ławeczce zjadam pierwsze śniadanie. Jest 30 czerwiec jednak temperatura o 7:00 nad ranem oscyluje wokół +7 stopni. Zimno… Ubieram dodatkową koszulkę.
Kieruję się asfaltem przez Pisary na Jodłów cały czas pnąc się delikatnie w górę czerwonym szlakiem rowerowym. Świeci słońce, powoli robi się ciepło. Powietrze jest rześkie, asfalt lekko wilgotny a samochodów brak. Pod Kamienny Garbem wbijam na czerwony szlak pieszy i podążam nim do granicy z Czechami gdzie pomiędzy Jasieniem a Trójmorskim Wierchem tuż u podnóża źródeł Nysy Kłodzkiej zjeżdżam Do Horni Moravy gdzie zawijam na Dolną Morave.

 

 

Mija mnie masa samochodów i autokarów. Nieopodal pod Swini Horą znajduje się wieża widokowa Stezka w oblacich skąd rozciąga się przepiękny widok na Wschodnia i Środkową część Sudetów a także na Wysoki Jesionik oraz Góry Opawskie. Jadę czerwonym szlakiem rowerowym lekko kamienistą drogą gruntową. Nie jest to wbrew obiegowej opinii szuter. Szutrów mym zdaniem jest jak na lekarstwo w Polsce bardzo mało ich też w Czechach, choć tu spotkać można je o wiele częściej. Niestety mylnie nazywamy szutrem gruby tłuczeń lub po prostu gruntowe drogi leśne okraszone naturalnie występującymi kamieniami. Z amerykańskimi lub kanadyjskimi szutrami ciągnącymi się przez setki kilometrów drogi te nie mają wiele wspólnego.

 

Po drodze odmawia współpracy aparat, który dwa tygodnie wcześniej wypada mi z ręki na schodach kopalni w Wirach. Obiektyw przestaje się wysuwać i zostaję skazany na aparat wbudowany w telefon. Statyw przestaje być przydatny, ale cóż, trzeba go wieźć nadal. Zjeżdżam do do miejscowości Vysoke Zibrovice i od tej pory w zasadzie asfaltem przemieszczam się przez Hanusov w kierunku na Habartice, po drodze urządzając obiad w bardzo malowniczej okolicy – podwójna porcja liofilizatów zmusza mnie do 20 minutowej przerwy poobiedniej podczas której próbuję naprawić aparat oczywiście bezskutecznie – uda się to dopiero fachowcom z serwisu za cenę 500 zł.

 

 

Od Habartic rozpoczyna się malowniczy przejazd do Jindrichova. Następnie przez Nove Losiny i Premyslovske Sedlo zjeżdżam asfaltem do Loucny nad Desnou gdzie zaczynam podjazd na Dlouhe Strane. Podjazd ma około 12 km długości i średni kąt nachylenia 6,7% przewyższenie ok. 830 m. Maksymalne nachylenie na 100 m wynosi 15 % Ruchu samochodowego nie ma – osobiście napotkałem na jeden samochód, który mnie wyminął, prawdopodobnie związany z działaniem albo wyciągu krzesełkowego na Medvedi Horę lub elektrowni szczytowo-pompowej. Trasa prowadzi wąskim asfaltem w miarę dobrze utrzymanym w większej mierze wiedzie przez las. Tuż pod górnym jeziorem elektrowni mijam chatę turystyczną w której przyjdzie mi spać. Na szczycie brak żywej duszy, choć jeszcze niedawno z pewnością było tu sporo osób o czym świadczą kubki z niedopitym piwem stojące wokół zamkniętej już gastronomicznej budy. Zostawiam rower przy budynku technicznym i wchodzę na koronę zbiornika, który sprawia niesamowite wrażenie swą industrialną płaszczyzną. Wokół rozciągają się przepiękne widoki a na pierwszy plan wybija się Pradziad ze swą wieżą. Zjeżdżam na dół i docieram do chaty. Budowla jest drewniana, została oddana do użytku w okolicach 2012 roku. Zlokalizowana jest na pseudo przełęczy na wysokości 1120 m n.p.m. Składa się z właściwej izby zamykanej masywnymi drzwiami oraz przeszklonymi oknami. Wewnątrz znajdują się ławy oraz stoły. Izba jest w stanie zagwarantować sen około 8 osobom. W górnej części na którą prowadzą strome schody znajduje się poddasze zabudowane z trzech stron od północnej osłonięte wiatrochronem. Na poddaszu może przenocować około 20 osób. W dolnej części jest jeszcze weranda oraz miejsce na ognisko i drewniany stojak rowerowy. Przewidując, że do chaty wpadną turyści chcący poimprezować, lokuję się na poddaszu na które wciągam rower. Zmierzcha. Powoli do chaty ściągają młodzi czescy turyści. Pomagam im rozpalić ognisko, wyciągając z zakamarków swych toreb podpałkę. Z rąk do rąk zaczyna krążyć rum. Oczywiście jako abstynent odmawiam, ale pozostaję przy ognisku. Impreza zaczyna się rozkręcać, kolejni uczestnicy rozwieszają wokół werandy kolorowe lampki. Chata lśni pełną iluminacją a w niebo Wysokiego Jesionika niesie się ryk czeskich hitów z repertuaru takich kapel jak Wohnout na czele z kawałkiem “Svaz ceskych bohemu”. Około 21:00 kładę się definitywnie spać. O 1:00 budzi mnie piłowany non-stop hicior post punkowej kapeli Horkyze Slize “Mam w pici na lehatku” – przez cały następny dzień podczas jazdy będę go nucił pod nosem… W nocy temperatura spada do +5 st. C. Syntetyczny śpiwór Pinguin Micra daje sobie świetnie radę – jest mi ciepło i w_sam_raz.

 

 

Rano ku memu wielkiemu uznaniu młodzi Czesi sprzątają po sobie z wielkim zapałem. To co można spalić ląduje w ognisku, to czego nie można “zdezintegrować” ląduje w plecakach. Ostatecznie chata wraz z najbliższą okolicą jest idealnie czysta, nie pozostał żaden śmieć. To jest właśnie olbrzymia różnica w mentalności Czechów i nas-Polaków – w Czechach na każdym kroku w górach zauważalny jest porządek cechujący się niewielką ilością śmieci przy jednoczesnym permanentnym braku koszy np. w miejscu wiat turystycznych.
Po pożegnaniu z Czechami zjeżdżam asfaltem do Koutów nad Desnou po drodze sycąc oczy pięknymi krajobrazami oraz uzupełniając wodę w jednym z cieków bijącym ze skał przy drodze. Z Koutów kieruję się na okrętkę na Premyslovske Sedlo, wybierając spokojną trasę wąskim leśnym asfaltem wzdłuż potoku Huciva Desna a następnie drogą gruntową ku przełęczy.

 

 

Kieruję się na Branną, po drodze gdzieś w polu jem zupę pomidorową, ponieważ jednoosobowa porcja liofów okazała się zbyt mało obfita. Następnie przez Stare Mesto pod Śnieżnikiem wjeżdżam na Przełęcz Płoszczyna. Tam w małej gastronomii prowadzonej przez Czechów w dawnej strażnicy granicznej zamawiam frytki, smażony ser, kawę, lody i kofolę.Zjeżdżam w stronę Nowej Morawy na jednym z pierwszych zakrętów odbijając na szlak rowerowy wiodący przez Przełęcz Staromorawską do Kamienicy.Na wprost mam Śnieżnik i jest to mym zdaniem jedno z tych miejsc, gdzie Śnieżnik zarysowuje się w najatrakcyjniejszy sposób.

 

 

Z Kamienicy wąskim i niezwykle malowniczym asfaltem przez Bolesławów zjeżdżam do Stronia Śląskiego skąd w promieniach słońca jadę do Bystrzycy Kłodzkiej, aby złapać pociąg KD do Wrocławia.

 

Mapka z trasą przejazdu:

Całkowity dystans: 179.03 km
Maksymalna wysokość: 1304 m
Minimalna wysokość: 337 m
Pobierz plik gpx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *