Trasy

Velicke Pleso – z Nowego Sącza do Bielska Białej

W czwartek spakowałem torby i zaniosłem do garażu.W piątek 13 września po powrocie z pracy podpiąłem tobołki – na kierownicy zawisła uprząż a w niej syntetyczny śpiwór z komfortem +6 stopni, nogawki i rękawki (od strony zamknięcia), do tylnych kieszonek wpakowałem kilka batoników oraz olej do łańcucha.Pod ramę zwyczajowo zamontowałem leniwca do którego wpakowałem statyw fotograficzny, dwa kabelki usb, powerbank i wtyczkę do ładowania telefonów w pociągu.Na ramę w małej torebce zmieściłem dwa kolejne powerbanki, srajtaśmę, scyzoryk, palnik, czołówkę oraz dwie tabletki przeciwbólowe (w razie W) i kilka tabletek “na starość” 😉 Do podsiodłówki wrzuciłem kartusz z gazem schowany w menażce, materac dmuchany, mały ręcznik, mydło, ciepłą koszulkę z długim rękawem do spania, koszulkę termoaktywną z długim rękawem do ubrania na Velickim Pleso na które – jak przewidywałem – wjadę mokry a na miejscu zastanie mnie temperatura w okolicach +8 stopni, krem nivea do tyłka (znowu w razie W – przydał się), drugi komplet ciuchów (krótkie spodenki na szelkach, koszulka z krótkim rękawkiem, skarpetki) oraz dwie paczki liofilizatów z podwójnymi porcjami.Pod ramą w koszyku na bidon umieszczam pojemnik narzędziowy z dętką, łatkami, klejem, kluczami oraz łyżkami a do koszyków wkładam dwa bidony.

Z Wrocławia startuję pociągiem Inter City do Krakowa Płaszowa.Sezon rowerowy minął, wiozę więc samotnie rower oparty o mocowania – nie muszę ściągać tobołków, aby powiesić rower.W Krakowie przesiadam się na pociąg do Tarnowa w którym ląduję o 1:30 w nocy.Wchodząc na stację rozkminiam sytuację, pytając ochroniarza o możliwość spania na ławce.Miły jegomość informuje mnie, że ochrona nie ma nic przeciwko, ale SOKiści potrafią się przyczepić i wlepić mandat za naruszenie regulaminu dworca, który zabrania spania w poczekalni.Mam jednak przy sobie komplet biletów z Wrocławia do Nowego Sącza i jestem gotów do merytorycznej rozmowy z SOKistami, niemniej jednak wyluzowuję się i nie myślę o potencjalnej “awanturze”.Kładę się na ławce, pod głowę układam worek ze śpiworem wyciągnięty z uprzęży i z małymi przerwami duszę komara.O 4:30 wsiadam w pociąg do Nowego Sącza w którym ucinam prawie dwugodzinną drzemkę.W Nowym Sączu dopompowuję koła i kieruję się na Szczawnicę w pierwszej napotkanej stacji benzynowej konsumuję bułkę z hummusem (kraj się cywilizuje – coraz częściej jest szansa na wegetariański posiłek!) i zapijam dużą kawą (o poranku miód w ustach).Wypełniam też bidony wodą.Do Szczawnicy jadę częściowo nowymi, asfaltowymi odcinkami szlaku rowerowego Velo Dunajec, zwiedzając po drodze miejsce obsługi rowerzysty Jazowsko z czyściutkim kiblem, grillem oraz śmietnikami do recyclingu.Asfaltowe fragmenty Velo Dunajec wywierają na mnie pozytywne wrażenie.Wiodą cichymi zakamarkami z dala od głównej drogi.Niestety w Zarzeczu szlak się kończy i zostaję wypluty w dość intensywny ruch samochodowy Drogi Wojewódzkiej nr 969, którą staram się jak najszybciej przelecieć wzdłuż Dunajca aż do Krościenka, gdzie robię przerwę na odwiedzenie lokalnego dyskontu w którym serwuję sobie dwa pączki i colę a także zaopatruję się w banany na dalszą drogę.Do Szczawnicy docieram drogą rowerową ciągnącą się wzdłuż jezdni.Wjeżdżam wreszcie na teren Pienińskiego Parku Narodowego.Przełom Dunajca jest malowniczy.Turystów pieszych jak na lekarstwo za to na szlaku spory ruch rowerowy – przeważają górale i trekingi.Szlak wiedzie utwardzoną drogą gruntową.Gdzieniegdzie pojawiają się kamienie i drobne nierówności, jednak cała trasa jest idealnie przejezdna dla roweru uzbrojonego w opony 700x32c które wykorzystuję podczas wycieczki.Cykam kilka zdjęć i macham do turystów spływających Dunajcem.Docieram do Červenego Kláštoru i wpadam na asfalt drogi nr 543 z której przez prawe ramię podziwiam widoczne jak na dłoni Trzy Korony.Mijam po drodze kilku rowerzystów aż w końcu docieram do miejscowości Spišská Stará Ves, gdzie kupuję zapalniczkę, której zapomniałem zabrać z domu oraz kolejną porcję coli.Płacę już w euro-walucie.

Docieram w końcu do Reľova, skąd zaczynam podjazd na Magurské Sedlo (961 m n.p.m.).Podjazd ciągnie się przez 5,8 km ze średnim nachyleniem 4,4% .Gdzieniegdzie, głównie na zakrętach nachylenie sięga 12%.Oczywiście nic sobie nie robię z tego podjazdu, bowiem w moim bajku mam super-turystyczny napęd, pozwalający przekosić łańcuch w ramach miękkiego przełożenia 30×36 (cały napęd to 46×30 / 12-36).Wreszcie docieram do końca podjazdu aby w pewnym momencie na zakręcie 49.2750131N, 20.4262328E doświadczyć przepięknego widoku na Tatry.Parkuję, wyciągam statyw i pstrykam fotkę, gdy chowam statyw do leniwca na zakręt wpada właściciel firmy Podia produkującej ciuchy rowerowe wraz ze swoim kolegą z Turcji z jakimś super ultra lekkim kołem i zaczynają pstrykać fotki – nie dziwię się, bo miejsce jest wyjątkowe na robienie zdjęć z panoramą Tatr w tle.Po krótkiej rozmowie zaliczam bardzo fajny, szybki zjazd do miejscowości Slovenská Ves, skąd w towarzystwie wszędobylskich cyganów jadę szlakiem rowerowym nr 5862 do Tatranskej Kotliny, gdzie wypadam na drogę nr 66.Wspomniani Cyganie stanowią chyba przeważającą część mieszkańców mijanych miejscowości.Dzieci bawią się przy drogach, mężczyźni mijają mnie w samochodach a ja mijam koedukacyjne grupy idące drogą.Przy drodze na trawie suszą się dywany, cygańskie dzieci machają do mnie i szczerzą kły.Pogoda dopisuje, świeci piękne słońce, przede mną wyłaniają się tatrzańskie szczyty – mając przed sobą ścianę Tatr śmigam bocznym asfaltem.W pewnym momencie mijany samotny cygan rzuca w moją stronę “rýchlo, pretože vás okradnú”.Uśmiecham się, bo wizja szarpaniny z cyganami w imię obrony dobytku przedstawia się niezwykle interesująco.

Tuż przed wjazdem na skrzyżowanie w Tatranskej Kotlinie jakiś szosowiec w odblaskowej kurtce krzyczy do mnie “Wojtek, to Ty?”. Okazuje się, że to Grzegorz z Warszawy, któremu przed kilkoma miesiącami opisywałem ubiegłoroczną trasę wokół Tatr.Cieszymy się z niezwykłego, bo niespodziewanego spotkania i spędzamy na rozmowie prawie godzinę, ostatecznie cykając pamiątkową fotkę.Grześ ciągnie w stronę Łysej Polany, ja walę na Tatranską Poliankę, po kilometrze skręcając na drogę nr 537, ciągnącą się wzdłuż Tatr.Na drodze spory ruch.Odseparowane ciągłą linią pobocze daje frajdę z jazdy.W Tatranskej Lomnicy robi się wąsko ze względu na sznur zaparkowanych wzdłuż drogi samochodów – to pojazdy turystów korzystających z kolejki na Łomnicki Szczyt (2632 m n.p.m.).Po drodze mijam sporą rzeszę rowerzystów.Do odpoczywających przy drodze brodatych szosowców rzucam polskie “hej!” i słyszę za plecami “to Polak”.Myślę: nasi tu są, nie zginę!W końcu docieram do Starego Smokovca, przez chwilę wsłuchuję się w pieśń folkowej kapeli rodem ze samiuśkich Tatr po czym udaję się na smażony ser i frytki oraz herbatę do mego ulubionego fast foodu Stojak Duo, położonego tuż przy drodze.Prowadzi go wesolutki jegomość rzucający do klientów, którzy nie odebrali potraw hasła w stylu “ja już jadłem, a pani?”, “lubi pani zimny obiad, bo pani nie odebrała?”, czy do mnie “co Szurkowski, zapomniałeś o herbacie?”.Jest wesoło, to się liczy.Posilony ruszam dalej.Dojeżdżam do Tatranskej Polianki, gdzie skręcam na drogę prowadzącą do celu mej wycieczki Velickégo pleso – jest to jezioro położone na wysokości 1665 m n.p.m. u stóp Gerlacha.Podjazd liczy 7 kilometrów i w większej mierze prowadzi przez las, gdzieniegdzie oferując skąpe widoki.Dopiero tuż przed Velickym Pleso wyłaniają się godne uwagi plenery o charakterze wysokogórskim – jadę w otoczeniu skalnych zboczy a roślinność to głównie kosodrzewina.Krajobraz typowo górski tworzy wyjątkowy i niezapomniany klimat.Średnie nachylenie podjazdu to 7,4% natomiast maksymalne nachylenie na 100 metrach przekracza 13%.Asfalt w 3/4 długości trasy jest bardzo dobrej jakości, dopiero w ostatniej fazie mamy do czynienia z pokruszoną i czasem luźną nawierzchnią.Po drodze mijamy potok do którego prowadzi swobodne zejście, także na zjeździe można zaopatrzyć się w wodę na dalszą podróż.Droga na Velicke Pleso odcięta jest od ruchu samochodowego.Asfaltem kursuje jedynie hotelowy samochód wożący gości.Ruch pieszy dość spory, mijam co chwilę większe i mniejsze grupki turystów w tym złożone z rodaków, którzy czasem utyskują nad moim marnym losem twierdząc, że mi współczują.Ja jednak czuję się rewelacyjnie, podjazd daje się we znaki, mam z niego wielką frajdę.Wjeżdżam w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawem.Na Velickym Pleso o godzinie 17:00 wita mnie temperatura +8 stopni C.Tak jak przewidywałem koszulka jest mokra.Zdejmuję ją, wycieram się ręcznikiem i zakładam podkoszulek termiczny z długim rękawem oraz bluzę.Mokrą chustkę spod kasku chowam do podsiodłówki a na głowę zakładam komin z którym nie rozstaję się już do nocy.Na Velickym Pleso podziwiam majestat wysokich szczytów, wpatruję się w Velicky Wodospad obiecując sobie zabrać w to miejsce dzieci z wizją noclegu w Domu Śląskim, który pełni raczej funkcję hotelu niż schroniska, przede wszystkim ze względu na wysoki standard pokojów oraz takież ceny – nocleg dla 4 osób to około 1000 zł za noc, myślę jednak, że warto zapłacić taką kwotę za możliwość spędzenia kilkunastu godzin w niezwykle przepięknym otoczeniu.Po nasyceniu się widokami rozpoczynam zjazd, wcześniej ubierając nogawki.Po drodze zatrzymuję się i wyciągam statyw, aby zrobić fotki oddające klimat podjazdu.Po zjeździe do Tarianskiej Polianki czeka mnie jeszcze spokojny, ale długi podjazd do Strbskiego Pleso skąd o zachodzie słońca, podziwiając wznoszący się nad drogą mój ulubiony tatrzański szczyt Krywań, zjeżdżam do miejscowości Podbanske, wciąż położonej zbyt wysoko, aby w niej przenocować – mój syntetyczny śpiwór oferuje komfort w temperaturze +6 stopni C, aby taką załapać muszę zjechać na poziom ok. 600 metrów n.p.m. za Liptovski Mikulasz.

Do miejsca noclegu dojeżdżam już po ciemku nie dbając o zaopatrzenie się po drodze w wodę – wiata w której zamierzam spać powstała w głównej mierze jako miejsce wytchnienia dla mieszkańców pobliskiej wsi korzystających licznie z ocembrowanego źródełka, znajdującego się w jej środkowej części.Po dotarciu do wiaty dmucham materac i opatulam się w śpiwór.Odpalam kuchenkę i przygotowuję podwójna porcję makaronu z oliwkami w sosie serowym.Liofilizaty to jednak wspaniała sprawa – w krótkim czasie mam przed sobą ciepły i pożywny posiłek.Na dobranoc wypijam jeszcze ciepłą herbatę.Zapinam rower szyfrowym zabezpieczeniem, wchodzę do śpiwora i od razu zapadam w sen.O 23:00 budzi mnie człowiek który po nocy przyjechał do źródełka po wodę.Później jeszcze kilka razy budzą mnie jelenie ryczące w pobliskim lesie oraz dziki biegające po polu przy którym śpię.Rano o godzinie 7:00 zjawia się pierwszy koneser źródlanej wody.Rozmawiamy, miejscowy zachwala wodę ze źródełka, twierdząc, że ma lecznicze działanie.Po śniadaniu myję się w rzece Wag do której z obozowiska mam 20 metrów po czym pakuję dobytek i ruszam w stronę miejscowości Bešeňová, aby żmudnie toczyć się w stronę Beskidu Żywieckiego, gdzie przekroczę granicę, zjadę do Węgierskiej Górki i udam się do Bielska-Białej, aby tam o 18:32 wsiąść w pierwszy z 4 pociągów mających zawieźć mnie do Wrocławia w którym ostatecznie wyląduję o 22:30.

Wycieczkę oceniam na szóstkę z dużym plusem.Przede wszystkim nie zawiodła pogoda – była idealna, aby przejechać w ciągu dwóch dni 340 kilometrów i zrobić 4800 m przewyższenia w pionie, do tego zagwarantowała przepiękne widoki.Velicke Pleso urzekło mnie swym wysokogórskim klimatem i zapadło w pamięć na długo – myślę, że ze względu na przestrzenność bije na głowę Popradske Pleso a i obcowanie z górami jest tu jakby bliższe, mniej również turystów i zwłaszcza w godzinach popołudniowych jest miejsce na wytworzenie w sobie wewnętrznej ciszy sprzyjającej kontemplacji tatrzańskich szczytów.W Tatrach pozostał mi do zwiedzenia rowerem Hrebeniok oraz trzy doliny: Cichej Wody, Koprova oraz Białej Wody – myślę, że w przyszłym roku zawitam tu ponownie.

 

 

Mapki z trasą przejazdu:

DZIEŃ PIERWSZY:

Całkowity dystans: 182.17 km
Maksymalna wysokość: 1632 m
Minimalna wysokość: 244 m
Pobierz plik gpx

DZIEŃ DRUGI:

Całkowity dystans: 161.75 km
Maksymalna wysokość: 798 m
Minimalna wysokość: 263 m
Pobierz plik gpx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *